Pierdu pierdu, nie mam talentu

jeszcze jeden blog w sieci…

Znowu jestem u Ciebie, jest nam razem dobrze, ale co z tego. Mija parę godzin i wyskakujesz z jakimś pytaniem, za którym kryje się idea, za którą kryje się pułapka, za którą kryje się domniemanie, za którym kryje się fobia. I zdajesz sobie sprawę, że to, co mówisz, nie ma większego sensu, że takie rozważania są bezcelowe i, co tu kryć, durne, ale dalej w tym tkwisz, wciągasz też mnie. Próbuję Cię uspokoić i wyjaśnić, jak ja widzę problem, który zarysowywujesz, tłumaczę, że gramy w tę grę od wspólnego początku, że nie ma ona sensu, bo wracamy do pozycji wyjściowych, czekamy na kolejny wyścig, by wyskoczyć jak konie z boksu. Biegniemy innymi torami, nie przecinamy jednego szlaku nie zrozumiemy się. Usiłuję Ci wytłumaczyć jak bardzo moja osobista odpowiedź nie jest ważna, próbuję wtłoczyć nasze rozważania w ogólny schemat, by nie popaść w ton sugerujący, że chcę Cię tylko zbyć, tylko uspokoić słowami, które nic nie znaczą. I czuję się winny, tak cholernie winny, choć przecież nic nie zrobiłem, moim jedynym grzechem, który wisi mi u szyi jest to, że patrzę na świat inaczej niż Ty, że postrzegam rzeczywistość kierując się innymi zasadami. Przytulam Cię, a Ty mocniej zaciskasz delikatne ramiona wokół mojej szyi i płaczesz dalej, choć miałaś już nie płakać. Mówisz, że jesteś głupia, że już do tego nie wrócimy, a ja tym lekko kpiącym tonem, którego tak nienawidzisz, a który, nie dostrzegasz tego, jest tak życzliwie nieznośny oznajmiam, że wiem, że to się powórzy, że podobna sytuacja będzie miała miejsce przy okazji setki innych dialogów, ale już z góry uprzedzam Cię, że nie wezmę tego za złe, wręcz przeciwnie, ten chory, patologiczny sposób myślenia utwierdza mnie w przekonaniu, że pierwociną dla tej myśli, zapalnikiem samej idei była możliwość utraty tego, co między nami. W tym momencie Ci przebaczam i mimo całych różnic światopoglądowych dzielę się sobą z Tobą.

sierpień 5, 2008 Opublikował/a arturjablonski | Uncategorized | | 1 komentarz

Ten wpis jest tak chujowy, że nie zasługuje na tytuł.

Nie mam o czym pisać, nie mam o czym pisać, najchętniej zamknąłbym tego bloga, bo stałem się nudny i wracam ciągle do tematów dawno ominiętych, w których to zresztą też na nowo koła nie wymyśliłem, ograniczając się do pierdów ogólnoprzyjętych, na które wpaść może pierwszy lepszy koleś, zajmujący się niby to filozofią, a wrzeczywistości pseudonaukowym bełkotem, ale mający za to o sobie zajebiste mniemanie, nieprawdziwie zresztą wykreowane w jego umyśle i do tego utwierdzane w nim przez durnych, wywodzących się z proletariatu rodziców, dla których ktoś używający, choćby nieprawidłowo, mądrych wyrazów, jest od razu Bogiem, należącym do wykształciuchów, więc taki koleś, może pozwolić sobie na wiele więcej niż ja, jeżeli tylko potrafi zdzierżyć takie długie zdania jak to. Uff. Naprodukowałem się tu próbując pokazać mistrzostwo jednozdaniowej formy godne profesora S., ale tylu niezrozumiałych kontekstów w jednej wypowiedzi, co on nie potrafię zamieścić. Póki co zajmuję się guglowaniem co trudniejszych słów wynajdywanych na blogach łże - intelektualistów, rozszerzam więc swoje horyzonty jak na polonistę (przyszłego lub niedoszłego) przystało. Jako, że (odkąd jestem na tej pierdolonej polonistyce, to tym bardziej nie wiem, gdzie ja mam właściwie postawić przecinek, przyczyniam się do upadku języka polskiego, którego powinienem strzec, a jestem zbyt leniwy, by się dokształcać w regułkach) piszę na laptopie, na którym średnio co piętnaście minut pada internet lub gaśnie matryca, to nawet się nie przykładam do tej notki, bo wiem, że i tak nie wyrzygam z siebie niczego godnego czytania, a jeżeli będę próbował i któraś z tych dwóch przypadłości dotknie tego hipernowoczesnego sprzętu po raz kolejny, to będę tylko kurwił, wolę sobie oszczędzić. Ogólnie powinienem wygrzebać jakiś swój stary, gówniany pseudowiersz i pod jego publikacją skrywać swoje lenistwo, pozując na wrażliwego marzyciela wyrywającego emo-dupy, które są tak brzydkie, że same się garną na twój garnuszek i nadziewają na penisa, bylebyś chciał z nimi chodzić, dzisiejsze czasy pełne są desperacji. Gdybym był cwany, to bym chociaż przepisał jakiś interesujący fragment cudzej książki, najlepiej po angielsku, to połowa czytelników nie zrozumie, a ja zostanę uznany za oczytanego. Pobawiłbym się w jakieś “Forum”, czy inną “Angorę”, powybierał cudze teksty z blogów, ale nie chce mi się do nich pisać o pozwolenie na publikacje, niby jakieś prawa autorskie chroniące wartość rzekomo intelektualną jeszcze w internecie są respektowane. A nuż ktoś megalomańsko gugluje sam siebie jak ja i Hank Moody i wpisze fragment swojego dziełka, a tu mu bach, wsykoczy arturjablonski.wordpress.com i chuj, pójdę siedzieć za kradzież w jednej celi z pederastami, ponoć były jakieś plany ścigania polskim prawem bloggerów, jeszcze się te pomysły od kaczek ciągną i cyrkuluują w powietrzu jak smród w niewietrzonych pomieszczeniach.  To byłby lans, być pierwszym z więźniów pseudopolitycznych, dobrze, że papa dżejpitu nie jest jeszcze obiektem kultu religijnego, bo gdyby się odpowiednio subito z sante subito, to bym polazł za kraty już wcześniej, za dziwne tabletki i publikowany tutaj tekst z okazji jego śmierci. Byłem wtedy taki perfidny, jestem z siebie do dziś dumny, od trzech lat jem tylko kremówki, hehehe. Megalomańsko wykopałem wtedy sam siebie na wykop.pl i cieszyłem się z ćwoków nierozumiejących przekazu prostego tekstu, który satyrą na opak ociekał aż nie nadążało się ze zlizywaniem. Tekst cienki, ale ratowała go idea. Nie mam o czym pisać, nie mam tematu, muszę pisać o sobie, by rozciągnąć tekst na tyle, by z racji swojej długości zniechęcił potencjalnego czytelnika. Mogę napisać, że byłem dziś na konkursie wędkarskim i nazbierałem we łbie od wujka sędziego masę niepotrzebnych przepisów, za to przynajmniej wpieprzyłem darmowy obiad z cateringu, na który składała się surówka, ziemniaczki i schabowy wielkości podeszwy mojego buta, słowo, mierzyłem. Zawody śmieszne same w sobie, ale przynajmniej wjebałem się na zbiorową fotkę, będę w gazecie, a to przecież ambicja lwiej części polskiej społeczności, choćby ich tam mieli umieścić w rubryce towarzyskiej dla samotnych gejów, to grunt, że ich ryje zachowają się na wieczność w Rocznikach danego szmatławca, nie wszystkich stać na portret trumienny. Kończę na dziś, bo mi się udzielił chory styl pisania jednej koleżanki,

Wasz ZoltaR

sierpień 3, 2008 Opublikował/a arturjablonski | Uncategorized | | Brak komentarzy

Twoja stara daje dupy kierowcom karawanów! ( Z pozdrowieniami od Oli O.)

Jutro rocznica powstania warszawskiego. Premier zaapelował w dzisiejszym przemówieniu o
wywieszenie flag. Pomyślałem, że świetnie, przynajmniej raz jeszcze przyda się ta szmata Tyskiego
, którą dodawali do browaru przed mistrzostwami.
Seksturystyka mazurska zakończona. Dane mi było też popróbować najgorszej zupy w swoim życiu, którą
ochrzciłem mianem “Pomyjowej”. Smak nie do opisania, ale na pewno miała w sobie coś z kału.
Zdjęcie niedługo, żebyście się sami przekonali, co to za świństwo. Nikt tego bloga co prawda nie czyta,
więc ten zwrot wydaje się mnie samemu śmieszny, no ale cóż, niech już będzie, jak ktoś obcy wejdzie,
to może pomoże (ale zbitka) w tworzeniu jakiejś iluzji popularności.
Jak widać znowu pierdolę od rzeczy i tydzień odcięcia od cywilizacji niewiele mi w intelektualnym
rozwoju pomógł. Rozgrzeszam się, bo nie zajmowałem się niczym, co by mnie na jakieś myślowe tory
mogło sprowadzić, ręka rękę myje.
Podobno Oktawian August nie znosił ludzi ułomnych i usuwał ich ze swego otoczenia. Nie dziwię mu się,
a nawet rozumiem i właśnie to mnie w sobie samym przeraża. Boję się kalectwa, zwłaszcza swojego. Nie
wyobrażam sobie życia bez ręki, bez nogi. Najdrobniejsze kontuzje, które się w końcu przydarzają,
doprowadzają mnie do szewskiej pasji. Czuję, że gdyby dotknęło mnie kalectwo, zachowałbym się jak
jeden z bohaterów “Na Zachodzie bez zmian” Remarque’a i z bezsilnej złości przemieszanej z rozpaczą
odebrał sobie życie. Boję się, że nie potrafiłbym pokochać niepełnosprawnego dziecka, gdybym
takowe spłodził.

Kończę na dziś ze swoimi fobiami.

lipiec 31, 2008 Opublikował/a arturjablonski | Uncategorized | | 1 komentarz

Wakacji ciąg dalszy

Kolejne dni mijają, dni podczas których wciąż nie robię nic konstruktywnego - i bardzo dobrze. Notki też nie za bardzo chce mi się pisać, stąd rzadkość jakiejkolwiek aktualizacji tutaj ( a co dopiero sensownej). To powinno się jednak ustabilizować po rozpoczęciu roku akademickiego ( chuj w dupę licealistom z krótkimi wakacjami, o!), bo będę wtedy unikał jak ognia roboty studyjnej, w związku z tym nawet pisanie pierdół będzie fascynującym zajęciem.  Niedługo kompletnie odcinam się od neta, rozpoczyna się pora wyjazdów: wpierw Mazury, potem pewnie gdzieś stopem, ale to na krótko, bo nadejdzie główna atrakcja sierpnia - VI zlot AM, który, miejmy nadzieję, w ogóle wypali - ale to już tajemnica organizatora ;>

lipiec 19, 2008 Opublikował/a arturjablonski | Uncategorized | | Liczba komentarzy: 2

Wakacje

Tym jednym słowem mógłbym zakończyć cały wpis i nie aktualizować bloga aż do początku października. Zdaję sobie jednak sprawę jak niektórym bardzo by mnie brakowało, toteż piszę. Czym się obecnie zajmuję? Opierdalaniem się. Nareszcie mam czas, żeby poczytać sobie książki, których treść chcę poznać, a nie powinienem. Oczywiście lektur nie czytam, ale w ciągu roku akademickiego miałbym wyrzuty sumienia sięgając po coś spoza listy tychże, kwestia czystej przyzwoitości.

Nie mam za bardzo tematu, w który chciałbym się dzisiaj zagłębić, za to chętnie zagłębię się w wasze siostry. Ponownie, gdyż jeszcze niedawno odczuwałem lekki wstręt do seksu. Rozmawiałem wczoraj na ten temat nawet z jedną osobą, co by poznać opinię na ten temat płci odmiennej. Do porozumienia nie doszliśmy, gdyż moim zdaniem, ta osoba za bardzo idealizuje seks, czyniąc z niego apoteozę spełnienia i metafizyki. Ja tymczasem nie dostrzegam imponderabiliów w ruchach posuwisto - zwrotnych. Dla mnie seks i defekacja to dwie czynności, które pzekonują o braku pierwiastka boskiego w człowieku, ale i tak nie chce mi się o tym pisać.

Kiedy blogger, którym niestety jestem, nie ma weny wkleja jakiś cytat, albo polecane przez niego linki. Tak więc tym razem wujek ZoltaR poleca stronę:  www.religiapokoju.blox.pl   Wszystko co chcielibyście wiedzieć o islamie, dla pełnego zrozumienia mojej i Kamilowej niechęci graniczącej z pogardą dla tej religii.

To skromne wszystko na dzisiaj,

Wasz oddany ZoltaR

lipiec 13, 2008 Opublikował/a arturjablonski | Uncategorized | | Liczba komentarzy: 3

Rozrachunek z religią - na poważnie.

Dotychczas ilekroć zajmowałem się tematyką religijną zazwyczaj pisałem w tonacji zabawowej, przesmiewczej, nawet szyderczej. Ostatnio odbyłem jednak poważną, bardzo stymulującą rozmowę podczas której zaserwowałem partnerce w konwersacji wszystkie swoje wnioski odnośnie korzeni powstawania religii i jej mechanizmów, toteż nie omieszkam od razu się tym podzielić, by raz na zawsze uciszyć tych, którzy twierdzą, że potrafię tylko wyśmiewać.

Moja pierwsza teza, zresztą, raczej fakt oczywisty. Religia wyrosła na strachu przed śmiercią. Człowiek panicznie boi się momentu, w którym jego egzystencja się zakończy. Stąd jednym z powodów, dla których religia została wytworzona, a wraz z nią system wierzeń dotyczący życia pozagrobowego jest właśnie chęć wmówienia sobie, że istnieje życie po życiu.  Tak powstała pierwotna koncepcja nieba, duszy, która zamieszkuje w hadesie, czy na innych wyspach szczęśliwych. Zaawansowaną wersją wiary w życie pozagrobowe jest reinkarnacja. Wiadomo, że taka koncepcja życia “gdzieśtam, kiedyśtam” jako niepewna w swym opisie nie jest tak do końca satysfakcjonująca. Co innego idea dalszego kontynuowania na naszym najlepszym ze światów.  Metempsychoza zakłada co prawda “zresetowanie” umysłu, ale co tam - w końcu esencja pozostaje.

Inny z powodów, dla których stworzono Boga, bogów i inne bożki pomniejsze, to oczywiście władza. Pisałem o tym już kiedyś. Do dzisiaj zresztą można zauważyć, że początki kształtowania się religii to właśnie mechanizmy sprawowania władzy nad ciemnym ludem przez sprytniejszych, vide szamani w plemionach afrykańskich. “Duchy się gniewają, trzeba złożyć ofiarę”. Walka o wpływy, wojny religijne, itd. Nie trzeba naprawdę tłumaczyć, wystarczy się tylko chwilę zastanowić.

Trzeci, najwazniejszy: potrzeba wyższego sensu. Naprawdę, idea boga, chrześcijańska koncepcja zakładająca, że tylko człowiek na duszę i został stworzony na boże podobieństwo - to jest najbardziej egocentryczna idea z jaką się w życiu spotkałem! Ludziom ciężko jest zaakceptować fakt, że nie są stworzeni do wyższych celów. Nie wiem dlaczego tak trudno jest zaakceptować fakt, że celem egzystencji jest życie samo w sobie. Stąd właśnie wiara w wieczną szczęśliwość po śmierci, zjednoczenie z bliskimi tam, gdzie nic nam uż na drodze do radości nie stanie: w ten sposób leczymy się już tutaj na ziemi z własnego kompleksu zmarnowanego zycia, jakże typowego. Nie wiem, dla mnie straszniejszą rzeczą niż śmierć jest fakt, że nic porządnego po sobie nie zostawię, a czas, który mi darowano, a raczej ten, który wyznaczy mi dopadający mnie rak, pędzący samochód, czy nadgorliwy, panikujący zbrodniarz napadający na bank, zmarnuję.

To tyle luźnych przemyśleń pisanych na gorąco.

Do przeczytania.

czerwiec 30, 2008 Opublikował/a arturjablonski | Uncategorized | | Liczba komentarzy: 2

Jak przetrwałem sesję.

Papieros - jedyny przyjemny punkt przed nauką. Celem odprężenia się.

Dwie tabletki magnezu - na pracy mózgu wspomaganie.

Dwa razy power be energy drink - na dodanie sobie energii i kofeiny.

Kawa - dla kolejnej dawki kofeiny i wypłukania magnezu.

Trzy tabletki tussipect - na szybsze uczenie się.

Dwie tabletki memo speed - na jeszcze szybsze uczenie się.

Razem daje siedem tabletek.

—————————

KAMIL: Ty, a jak ja tak nie spałem trzy dni, a wczoraj tyle tego wziąłem, to tak bezpiecznie jest? [chwila ciszy] A, zobaczymy! [gromki smiech]

Z psychodeliczną radością,

ZoltaR

czerwiec 28, 2008 Opublikował/a arturjablonski | Uncategorized | | Brak komentarzy

Grafoman Gawędziarz

Nigdy nie utożsamiałem pisania wierszy z byciem poetą. Wysyp internetowych, niewydarzonych pseudotwórców tylko mnie utwierdził w słuszności tego twierdzenia. Niemniej kajam się, gdyż sam jestem jednych z nich. Właśnie tak. Non secus, non secus.

Niestety, nigdy nie będę poetą wybitnym. Ba! W swoim własnym mniemaniu nigdy do takiego miana nie będę nawet aspirował. W przeciwieństwie do pewnego pana z ulicy Szerokiej, który na swojej wizytówce wypisany ma zawód “poeta” nigdy nie będę się tak legitymował. Z prostego powodu - na poetę się nie nadaję.

Powód jest prosty i smutny, wszak jedno drugiego nie wyklucza - brakuje mi poetyckiej wrażliwości. Nie zachwycam się niczym w otaczającej mnie przestrzeni. Jestem dzieckiem swoich, nielirycznych, nieczułych czasów. Patrząc na bukiet kwiatów nie zacznę myśleć o ich pięknie, tylko szybko i skrótowo uznam: “fajne”, co stanowić będzie całą moją wątłą recenzję. Ewentualnie, rozwinę swoją wypowiedź o elementy zbrutalizowanego języka współczesności: “o kurwa, zajebiste”. Nic poza tym.

Po prostu nie dostrzegam wokół siebie niczego, co mogło by wzbudzić we mnie metafizyczne odczucia, inne stany świadomości. Pisałem już kiedyś o niemożności dostrzeżenia przeze mnie piękna chwili, umiejętności, którą tak cenię w innych ludziach, ale nie tylko o to się tu rozchodzi. Poetyckie oko nie może tylko widzieć, musi zauważać. Dostrzegać odniesienia. Nawet kupa gówna może być poetycka, co pewien poeta (poszukajcie sobie który) swoim sonetem już odowodnił. Poezja kroczy po ulicy, wystarczy ją dostrzec. Ludzki umysł tworzy od wieków coś z niczego, tak samo rzeczy mają się z intuicją poetycką, umiejętnością postrzegania codzienności w sposób odmienny od większości ludzi. Zazdroszczę tej inności. To musi być cudne uczucie.

Nie powiem, że nie odnajduję się w dzisiejszych czasach, wręcz przeciwnie. Żyje mi się dobrze, hucznie i wesoło, niemniej odczuwam (podobnie jak spora ilość ludzi, także i tu nie będę oryginalny) potrzebę wyjątkowości umacnianej przez tworzenie. Nie wychodzi.

Z racji swoich studiów często mam do czynienia z prawdziwym zalewem rozmaitych interpretacji utworów literackich. Chociażby pisząc pracę zaliczeniową, która często ogranicza się do zebrania mnóstwa poglądów badaczy do kupy w miarę zintensyfikowany sposób. O niektórych badaczach zdania nie zmienię, wymyślają prawdziwe dyrdymały (vide “fallogocentryzm”  - http://arturjablonski.wordpress.com/2008/05/13/hahahaokurwabopadne/ ). Jednak muszę się ukorzyć i w końcu przyznać przed samym sobą to, do czego często przyznać się najtrudniej: nie zawsze mój sposób postrzegania świata jest prawidłowy. znam wielu obdarzonych twórczym darem ludzi, których skala talentu nie oscyluje może wokół wartości decydujących o wybitności, ale pozwala zauroczyć celnością obserwacji i umiejętnością ubrania myśli w słowa. Ci ludzie często otwierają mi umysł na rzeczy, o których bym nie pomyślał patrząc na dany utwór. Jakiś czas temu czytając taką możliwość interpretacyjną zaśmiałbym się i wrzucił to do kosza z nadinterpretacją. Teraz pozostaje mi się tylko zastanowić, czy powodem moich braków w postrzeganiu nie jest najzwyczajniej skala wrażliwości ( i wiedzy w niektórych przypadkach, mówimy tu jednak głównie o emocjach w utworze i możliwościami jego dostrzeżenia).

Takich braków się nie nadrobi. Nie w tym wieku. Brutalizacja świadomości i zamknięcie na emocje wymuszone bólem istnień wylewającym się falami z odbiorników stawiają cię przed wyborem: alienacja albo akceptacja takiego stanu rzeczy. To ciężki wybór. Spacer po linie między tymi dwoma punktami nie jest możliwy. Ja już wybrałem i codzienne przemyślenia stanowią dla mnie największą pokutę za swój wybór. Myślę jednak, że druga strona pod tym względem stanowi odbicie moich rozważań z dokładnie odwrotnej perspektywy.

A Ty którą ścieżkę wybrałeś/aś?

PS: Kurwa. Bo nie może być tak, żebym ja w całym wpisie chociaż raz nie zaklął.

czerwiec 25, 2008 Opublikował/a arturjablonski | Uncategorized | | 1 komentarz

Proza.

Mam dwadzieścia lat, a już się psuję. Wątroba pada - od picia. Płucza charczą, gardło drapie - od palenia. W głowie się pierdoli - to od pieprzenia.  Nie mam jak przeżywać stanów transcendentalnych. Brak warunków. Nie wzniosę się na wyżyny metafizyczne.

http://pl.youtube.com/watch?v=OZOuy4YM0AI

Uwielbiam patrzeć jak płaczesz. Wstydzisz się wtedy i odwracasz wzrok, to normalne. Typowo kobiece zachowanie uwarunkowane przez cywilizację, chcesz się ukryć, gdy źle wyglądasz. Jednak mnie nie przeszkadzają czerwone oczy i opadły łuk warg. Zamiast tego przyglądam się łzom, które kapią na Twoją bluzkę i wiesz, to normalne, wsiąkają tam, gdzie czekają na nie Twoje piersi. I ja patrzę na nie, patrzę w te wilgotne miejsca i podniecam się, autentycznie się podniecam, zamiast Ci współczuć. Jestem jak zwierzę,  tylko popęd odczuwam. Nie czuję emocji w taki sposób w jaki Ty je odbierasz i postrzegasz. Bo widzisz, nigdy nie jestem pewien, czy to, że obejmuję Cię, kiedy odczuwasz smutek wynika z mojej wewnętrznej potrzeby, czy też przekonania, że to powinienem zrobić, że tak wypada. I to mnie zabija, bo czuję się jak samoświadomy pies Pawłowa, który stosuje mechanizm wyparcia, żeby nie oszaleć. W ogóle skandal i paradoks zarazem: żeby człowiek nie wiedział jak się po ludzku zachować.

czerwiec 23, 2008 Opublikował/a arturjablonski | Uncategorized | | Brak komentarzy

Dawno nie pisałem… i co z tego?

Czemu nie piszę? Proste, zajęć co prawda nie mam, ale mam sesję i egzaminy w trakcie niej. Na tychże egzaminach nie rozumiem nawet poleceń. Porządny polonista - egzaminator potrafi tak napisać prośbę o podanie rodzaju rzeczownika, że czytając polecenie czujesz, że Cię obraża. I to nie jest fajne uczucie, kiedy od tego egzaminu zależy naprawdę wiele. Jebany metajęzyk.

Niemniej nie będę popierdywał z żalu, bo nie po to założyłem blogaska by swoje, wcale niezgorsze, życie żalami oblewać.  Jutro wyniki, to zobaczymy, może mi się humor poprawi, a może zjebie.  To tak tyle. Jutro postaram się napisać coś podobnego, obiecuję, dzisiaj się tak tylko przypominam w statystkach na wordpressie. Mogę, bo to moja strona.

Sru sru i do jutra,

Wasz ZoltaR ;*

czerwiec 22, 2008 Opublikował/a arturjablonski | Uncategorized | | Liczba komentarzy: 2